Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wspomnienia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wspomnienia. Pokaż wszystkie posty

sobota, 25 grudnia 2010

Mikołajowe płyty


Gdy jeszcze przejmowałem się tymi całymi świętami, miałem zwyczaj obdarowywania drobnymi upominkami rodziny, przyjaciół i znajomych.
Kilka lat z rzędu (4), były to własne kompilacje kolęd, pastorałek, piosenek świątecznych i zimowych, dobieranych według stopnia żenady (im gorsze tym lepsze), choć zdarzały się chlubne wyjątki, dzięki czemu jeszcze piękniej one błyszczały.
Płyty miały megalimitowany, numerowany nakład - 22 sztuki na każdy tytuł.
Numery przydzielane były losowo, oprócz 1 (ówczesna wybranka), 2 (rodzice), 22 (ja).
Bohaterem okładek był nieŚwięty Mikołaj w czerwonej czapce, z różnymi dodatkami na każdy rok.
Poniżej przedstawiam tytuły, okładki i próbki utworów.

Goły Mikołaj czyli worek pełen prezentów



Świąteczny relaXXX czyli Mikołaj w jakuzzi



Frywolna Śnieżynka czyli odmieniony Mikołaj



Ostatnia płyta Goły, Frywolny RelaXXX czyli the best of Mikołaj była składakiem z poprzednich CD, gdyż poprosiłem wcześniej obdarowanych o wybranie ulubionych utworów.
Okładka (umieszczona na wstępie posta) zawierała gadżety (miniczapeczka, kieliszek, diadem), wykorzystane do poprzednich okładek. Natomiast rozbudowana wkładka, wzbogacona była o alternatywne okładki tychże płyt.

Formuła zużyła się, ciekawe kompozycje skończyły.
Gdybym kiedyś miał wrócić do tego projektu, to bez wątpienia znalazłby się na płycie ten utwór, za który dziękuję Maćkowi.

Fuck Christmas!!! ;D

środa, 17 listopada 2010

Helenenfelde

Helenenfelde - na tyle ile kojarzę język niemiecki znaczy - Pole Heleny.
Tutaj mieszkali dziadkowie po mieczu oraz urodził się mój tato.
Słomiano-gliniany domek dziadek postawił sam.
Tak się kiedyś budowano, a teraz na fali ekologii powraca się do tej technologii.
Jak byłem mały nienawidziłem tam jeździć.
W ciemnym domu śmierdziało stęchlizną i kurczakami (babcia pisklaki hodowała pod platą). Wiocha tak okropnie zabita dechami, że psy przysłowiowo dupami szczekały.
Przy domu sad, wokoło pola z piaszczysta ziemią, olbrzymi las, a w lesie jezioro - Danzinger See (obecnie Sinowa).

Dopiero jak dorosłem zrozumiałem własną głupotę.
Smaczne owoce prosto z drzew i krzewów, przestrzeń (wtedy mnie przerażała), kolorowe piórka rwane przez babcię prosto z drobiowych kuprów, grzybobranie i wyprawa na jeżyny, podkładanie monet i małych kamieni pod koła pobliskiej lokomotywy, rozgrzany piec kaflowy i olbrzymia pierzyna, wychodek na zewnątrz, skarby w garażu - małe puzzle wspomnień.

Babcia przy ogrodzie.

Dziadek z wizytą w gminie Jaschewo

Tato ujeżdża motocykl przed domem

wtorek, 13 lipca 2010

Osiedle PGR


Od urodzenia mieszkam w tej samej wsi.
Początkowo stało tu sześć bloków jedno i dwupiętrowych, w których mieszkali ludzie zatrudnieni w pobliskim PGRze z gorzelnią oraz Fermie Tuczu Trzody Chlewnej.
Jak widać na powyższym zdjęciu mieliśmy do dyspozycji profesjonalny kort tenisowy, za nim była stołówka pracownicza, a jeszcze dalej niewielki plac zabaw z asfaltowym boiskiem do koszykówki i siatkówki.
Tuż obok ogródki działkowe i to wszystko.
We wsi funkcjonowały dwa sklepy (jeden mięsny).
Do szkoły szło się pięć kilometrów przez pola, łąki i lasy ;)


Przed moim blokiem

Później dobudowano dodatkowe cztery bloki, a po transformacji wszystko zaczęło niszczeć:
PGR nie istnieje,
w budynku stołówki jest teraz bar dla miejscowych, bezrobotnych żulików,
plac zabaw zdemontowano i ostała się tylko piaskownica,
kort tenisowy zarasta zielskiem,
boisko jest dziurawe, a tablice do kosza zmurszałe.
Jedynie bloki mieszkalne jakoś wyglądają i nawet są ocieplane ;)
Niedaleko wybudowano nową szkołę, więc boisko do piłki nożnej też powstało.
W tym całym "wiejskim" krajobrazie braknie coraz bardziej miejsca na parkingi, dla przybywających w tempie geometrycznym samochodów, bo przecież społeczeństwo się bogaci ;-)

wtorek, 20 kwietnia 2010

Starzy Państwo Młodzi

Chociaż elektroniki i wszystkiego co jest z nią związane nienawidzę okrutnie (zawsze powtarzam, że jestem analogowy), to jednak są chwile iż mimo wszystko jestem wdzięczny za istnienie tego tałatajstwa.
Jakiś miesiąc temu spłonęły oryginalne zdjęcia po moich dziadkach. Na szczęście trochę wcześniej poskanowałem to co było ;) Więc jakby jeszcze mój komputer i inne nośniki miały ulec zniszczeniu, niech się dodatkowo błąkają te foteczki w sieci.


Jak widać babcia Lotka (zdrobnienie od Leokadii) była kobietą przecudnej urody. Dziadek Ludwik wiedział co robi, gdy brał sobie za żonę taką sztukę i do tego 10 lat młodszą ;-)


Goście weselni wraz z orkiestrą przed stodołą, w której odbywały się harce.