czwartek, 5 lipca 2012

Podlasie: Szlak Drzewo i Sacrum

Na terenie wyznaczonym trasą Bielsk Podlaski - Hajnówka - Zabłudów - Bielsk Podlaski wytyczony jest szlak "Drzewo i Sacrum", gdzie można podziwiać zabytki drewnianej architektury świeckiej i sakralnej.
W dzisiejszym odcinku skupię się tylko na świątyniach, a dokładniej cerkwiach, gdyż tereny te zamieszkane są głównie przez ludność wyznania prawosławnego. Dwa pierwsze kościoły nie należą do tego szlaku, ale wpisują się w prezentowany klimat, który przy odrobinie wyobraźni może przywodzić na myśl rosyjskie baśnie.
Stary Kornin - Cerkiew pw. św. Michała Archanioła
Dubicze Cerkiewne - Cerkiew pw. Opieki Matki Bożej

środa, 30 maja 2012

Podlasie: Biebrza

Na skrzydłach zaprzyjaźnionego bielika amerykańskiego, prosto zza Wielkiej Wody przyfrunąłem nad polską dzicz, a dokładniej biebrzańskie rozległe mokradła, nazywane czasem Zielonym Oceanem.
Choćby nie wiem jak piękny był Nowy Jork, czy inne miasto na świecie, jestem zwykłym wiejskim kundlem i tego się nie wyrzeknę.
W Biebrzy jestem bezgranicznie zakochany dzięki Pankowi, który pierwszy raz trafił tutaj w 1998 roku i porządnie go wtedy biebrznęło.
Ja dotarłem dopiero dziesięć lat później i tak jak mój właściciel chciałbym kiedyś ugrzęznąć tutaj na stałe.
Teren ten jest doskonale znany przyrodnikom, a szczególnie ornitologom z całego świata, którzy zjeżdżają się tutaj głównie wiosną, aby obserwować setki gatunków ptaków (275) i innych zwierząt. Szczególnie cenną zdobyczą jest "upolowanie" niepozornej wodniczki, zaobserwowanie stad tokujących batalionów, dubeltów czy cietrzewi.
Chociaż równie ciekawe może być podglądanie remiza wijącego swoje charakterystyczne gniazdo, z których pradziadowie ludzi robili... buty.
Biebrza to również ostoja łosia, którego bezproblemowo zobaczymy w zagrodzie hodowlanej na Grzędach,
choć przypadkowe spotkanie w naturze, nawet blisko ludzkich zabudowań, też jest bardzo prawdopodobne.
Znacznie trudniej wytropić moich dzikich przodków, czyli wilki. Jednak ślady ich bytności (tropy, sierść, kał), można w terenie odnaleźć,
a czasem podczas spływu kajakiem, zdarza się taki upiorny topielec wielkości wilka, ale równie dobrze mógł to być duży pies.
Kto żyw ten nad Biebrzę!
W okresie kwiecień - czerwiec jest tutaj bajecznie.
Jedynie komary mogą nam uprzykrzyć odrobinę pobyt, ale kto by się nimi przejmował w trakcie przechadzki wśród nieskończonych łanów kaczeńców.

wtorek, 29 maja 2012

Motylek

W połowie grudnia zeszłego roku, ogłosiłem pierwsze Candy w karierze tego bloga.
Odzew, o dziwo był dość duży.
Po miesiącu zapisów ogłosiłem wyniki konkursu, a zwyciężczynią została Trzpiotka.
Dziewczęciu wpadła w oko dorowa Kociornica, której z przyczyn oczywistych (nie dubluję już wykonanych przedmiotów) nie mogłem wykonać.

Wreszcie w maju znalazłem odrobinę czasu, żeby wreszcie zabrać się do roboty.
Długo zastanawiałem się co dla niej zrobić, bo ona sama ostatecznie nie określiła się co to może być?
Zapragnąłem zrobić coś megazajebiaszczokiczastego (w końcu robione z przeznaczeniem na przesłodkie candy), a że dziewczę młodziutkie, miesiąc maj i niedługo Dzień Dziecka, zatem padło na Motylka, który przed ostatecznym szlifem metaforycznie płonął niczym ćma w ogniu świec i kominka.
Kilka dodatkowych pociągnięć różnymi frezami, papierem ściernym oraz filcem.
Mała ogrodowo-kwiecista sesja fotograficzna.
I razem z pozostałymi gadżetami wchodzącymi w skład wygranej (niestety los był pusty),
śliczne imago odfrunęło do nowej właścicielki.
Mam nadzieję że szczęśliwie dotarło i nie zaginęło w czeluściach wiecznie głodnej poczty, tak jak pierwsze szydełko dla Anety.

czwartek, 26 kwietnia 2012

Maryśka

Swego czasu, gdy zrobiłem Mamuśce wisiorek-listek ze stojaczkiem, sobie również wykonałem podobny, tylko innego gatunku.
Nie będę udawał, że nie zażywałem marihuany, bo bym wierutnie kłamał.
Maryśkę lubię (nawet bardzo) i jak mam opcję alkohol-trawa, to zdecydowanie wybieram ten drugi wariant, bo po prostu mam kaca z głowy.
Na samym początku tutejszej pisaniny, popełniłem nawet (a dokładniej Fafik, żeby nie było na mnie) minimalistyczny tekst pod wpływem ;D
Jak nie trudno odgadnąć, jestem za legalizacją zioła.

Wracając do wisiorka, po jego zrobieniu dość długo nosiłem go dumnie na szyi.
Niestety pewnego razu, odpadł jeden z listków.
To najbardziej typowy przykład na to, jak kruchą materią jest kość, szczególnie gdy przedmiot z niej wykonany, ma jakieś przewężenia. Wtedy najmniejsze uderzenie w coś twardego, zazwyczaj kończy się bezpowrotnym zniszczeniem bibelotu, gdyż ratowanie "Kropelką" mało skutkuje.

czwartek, 2 lutego 2012

Asymetryczna łyżeczka

... czyli Szydełko 2, bo gruba baba na Poczcie zeżarła poprzednie.
Gdy wysyłałem Anecie paczkę z tamtym szydełkiem, miałem dziwne obawy, że nie dotrze do celu.
Nie dość, że wspomniana kobieta miała "tysiąc" obiekcji, to jeszcze popełniłem dwa karygodne błędy. Po pierwsze wysłałem to zwykłym priorytetem, po drugie bez adresu zwrotnego.
Stało się. Szydełko zaginęło w wygłodniałych trzewiach Poczty Polskiej, więc musiałem zrobić drugie.

Tym razem, wykorzystałem tzw. różę z pierwszym odrostkiem, zwanym oczniakiem.
Dzięki temu, szydełko-łyżeczka ma charakterystyczny wygięty kształt, ergonomicznie przystosowany do trzymania w prawej dłoni, a do tego może swobodnie stać na stole.
Od wewnętrznej strony, wykonałem kolejny haft kociewski, mając na uwadze, że geneza tego typu szwu regionalnego, nie jest tak oczywista, jak by się mogło wydawać.
W róży jeleniego poroża, również postanowiłem umieścić wariację kociewskiego haftu, jednakże efekt finalny, przypomina bardziej harcerską lilijkę ;)))
Mam nadzieję, że tym razem transport nie zawiedzie i zamówienie dotrze do adresatki ;DDD

czwartek, 12 stycznia 2012

Szydełko

Już za parę chwil, rozwiązanie mojego Candy, więc wrzucam świeżutką pracę, która czekała na realizację od początku sierpnia ;]
Zatem ktokolwiek wygra, niech nie spodziewa się błyskawicznej realizacji zamówienia ;/

Zamawiała osoba, która w wolnych chwilach, za pomocą włóczki, szydełka, cekinków, perełek i styropianu, robi znajomym zwierzaki.
Na wspomnianych warsztatach, pokazała mi starannie schowane w pudełeczku szydełko.
Wykonane (podobno) przez Eskimosów, z kła morsiego, albo innego tamtejszego materiału odzwierzęciego.
Zakochałem się w tym bibelociku i zaoferowałem się, że zrobię podobne.
Warunek był taki, żeby nie powielać rybiego schematu.

Od razu wpadło mi do głowy parę "fajnych" pomysłów, jednak w trakcie zasadniczego projektowania, powstało zupełnie co innego.
Za radą taty, który w tej materii ma o wiele większe doświadczenie, zamiast zazwyczaj używanej kości wołowej, zastosowałem trwalsze (inna struktura) poroże jelenia.

Znając zamiłowanie Anety do kiczu oraz wiejskich klimatów, postanowiłem zadowolić ów wysublimowany gust, tworząc szydełko wielofunkcyjne ;D
Pozostawiłem niezmienioną, zewnętrzną powierzchnię poroża, dzięki czemu przedmiot posiada surowy, rustykalny charakter.
Szeroka, zaokrąglona, tylna część, stabilizuje i ułatwia trzymanie szydełka, a całość od góry, kształtem przypomina mandolinę, jaką posiadał mój dziadek.
Patrząc z boku, przedmiot podobny jest do fantastycznego, latającego stwora, wykreowanego przez Leo, w komiksowej serii "Aldebaran", albo kosmolotu z "Funky'ego Kovala".

Natomiast po odwróceniu, szydełko okazuje się łyżeczką, z wygrawerowanym wewnątrz haftem kociewskim ;D Wszak z Kociewia pochodzę, a właścicielka przedmiotu, również lubi haftować ;)
Droga Aneto, łącząc przyjemne z pożytecznym, w trakcie szydełkowania tym samym przedmiotem, możesz dosładzać cukrem ciepłą herbatę ;DDD
Jakbyś przypadkiem szła w tym roku na karnawałowy bal przebierańców, szydełko może również stać się minimaską ;)))
Niech Ci służy jak najdłużej!!!
Muzyczną dedykacją miała być grzegorzowa fujarka, ale pod wpływem Ewy, postanowiłem wrzucić opening filmu, który na dniach będzie w kinach.